niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 11.


- To teraz Ty powiedz mi coś o sobie. – Dziewczyna siedząca naprzeciwko przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się zachęcająco.  Skąd ona ma siłę, żeby się uśmiechać po czymś takim? Najpierw zdrada, potem wiadomość o adopcji…  Byłem w szoku. Dziewczyna jak na swój młody wiek przeżyła naprawdę sporo. Jak ona to robi? Byłem pełen podziwu dla tej drobnej (w porównaniu ze mną) osóbki.
- Halo! Ziemia do Aleksa! – Mary pstryknęła palcami tuż przed moją twarzą, więc natychmiast otrząsnąłem się z zamyślenia. Dziewczyna zaśmiała się z mojej reakcji. – O czym tak myślałeś?
- Co chciałabyś wiedzieć? – Zignorowałem ostatnie pytanie.
- Najlepiej wszystko. – Wyszczerzyła zęby. Miała naprawdę śliczny uśmiech.
- Trochę to potrwa. Naprawdę chce ci się mnie słuchać? – marudziłem, próbując jak najdalej odsunąć w czasie moją opowieść. Jak najdalej to znaczy nigdy.
Rudowłosa pokiwała energicznie głową i opadła delikatnie na oparcie kanapy, patrząc na mnie tymi swoimi przenikliwymi, niebieskoszarymi oczami.
No, stary, chyba się nie wymigasz.
Westchnąłem. Co za uparciuch.
- Niech ci będzie. – Poddałem się; z nią nie warto walczyć, bo i tak nie wygrasz – Nazywam się Aleks Jakub Baker (czyt. Bejker), mam 19 lat, pochodzę z Leszna…
- Czekaj. – Młoda przerwała mój monolog już na samym początku, zanim zdążyłem wspomnieć, żeby zaczekała z pytaniami do jego końca. – Masz dowód osobisty?
- Taaaak – odparłem ostrożnie, przyglądając się jej – czemu pytasz?
- A prawdziwy? – odpowiedziała pytaniem. To się robiło coraz dziwniejsze.
- Oczywiście. – Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiałem.
- Dasz na chwilę? - Byłem kompletnie zdezorientowany. O co jej chodzi?
- A… po co? – spytałem podejrzliwie.
- Oj, nie narzekaj, tylko daj. – Nalegała. Ucieszyłem się w myślach.  Trochę się podroczymy…
- A co z tego będę miał? – Udałem, że się zastanawiam.
- I ty też? – Mary westchnęła, chyba rozczarowana. – Wszyscy faceci to materialiści.
- Być może. – Kontynuowałem grę. – To jak? Co mi za to dasz?
- Nic nie mam. O mnie wiesz prawie wszystko, więc to odpada. No nie wiem. – Zmartwiła się.
Boże, uwierzyła. Mimo że na zewnątrz udawałem spokojnego, w środku zwijałem się ze śmiechu. Jak ona mogła się na to nabr…? Nagle się ocknąłem. Przecież ona też gra, stary.
- Myślę, że na początek buziak wystarczy. – Wskazałem palcem na swój policzek. Dziewczyna zastawiała się tylko przez chwilę.
- OK. – Swoje słowa wzmocniła energicznym kiwaniem głowy. Czemu jej tak na tym zależy?
Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem portfel. Chwilę w nim pogrzebałem, aż wreszcie wyciągnąłem ten mały prostokącik. Obracałem go w palcach, skierowałam wzrok na sufit i, grając zniecierpliwionego, zrobiłem skwaszoną minę. W duchu jednak cały czas się śmiałem.
Dziewczyna wstała z sofy i obeszła stolik, a następnie usiadła obok mnie. Przez chwilę podziwiała mój idealny profil, aż wreszcie pochyliła się w moją stronę. Poczułem jej delikatny, ciepły oddech, a potem miękkie usta na moim policzku. Rozkoszowałem się jej nieśmiałym dotykiem. Po chwili odsunęła się ode mnie, a ja ocknąłem się z transu. Obróciłem twarz w jej kierunku i z uśmiechem zadowolenia podałem jej mój dowód. Mary pochwyciła go drżącymi palcami i wróciła na „swoją” sofę. Ostrożnie obracała mały przedmiot  w dłoniach, jakby trzymała nie wiem jakie bóstwo. Wpatrywała się w niego jak zaczarowana.
- Nie mów, że tamta fryzura była lepsza. – Zażartowałem. Dziewczyna natychmiast otrząsnęła się z zamyślenia i  spojrzała na mnie z pytaniem w oczach.
- Mówiłeś coś? – Była naprawdę zdziwiona.
- Nic takiego.  – Machnąłem ręką. – Po co ci ten dowód?
- A nie będziesz się śmiał? – spytała, spuszczając głowę.
Oj, to nie będzie takie proste.
- Postaram się. –Uśmiechnąłem się życzliwie. Niby ma już szesnaście lat, a czasami odnoszę wrażenie, jakby była małą dziewczynką, bojącą się własnego cienia. Taka… bezbronna.
- Bo ja chciałam sprawdzić,  czy ty nie farbujesz włosów – powiedziała cicho, jakby się bała. Idioto, przecież to oczywiste, że się boi. Ale dlaczego rzeczy tak błahych?
Spojrzałem na nią z troską i chwyciłem delikatnie jej małe dłonie, leżące na stoliku. Podniosła na mnie swoje duże, niebieskie oczy i sam już nie wiem, co w nich było – strach czy smutek. Nigdy nie zrozumiem kobiet.
- Mała, co się dzieje? Boisz się czegoś, chcesz stąd iść? – Dziewczyna jednak nie zdążyła mi odpowiedzieć.
-”Dziś w nocy około godziny drugiej trzydzieści nad ranem w Poznaniu dokonano włamania do hotelu przy ulicy Roosevelta. Sprawcą napadu jest około dwudziestoletni mężczyzna; ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu; wysportowany, był ubrany w ciemnoniebieskie spodnie jeansowe i szarą bluzę z kapturem. Po dokonaniu włamania pojmał rudowłosą dziewczynę. Ma ona szesnaście lat i około sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Była ubrana niebieskie spodnie do kolan i niebieską bluzkę na ramiączka. Odjechali czarnym samochodem marki Audi. Pilnie poszukiwani. Jakiekolwiek przydatne informacje prosimy wysyłać na nasz adres mailowy.” – dobiegło do nas z głośnika wiszącego pod sufitem.
To my.
Spojrzałem na Mary. Ona też słyszała. Uśmiechnąłem się uspokajająco. Podniosłem się spokojnie z sofy i lekkim ruchem głowy nakazałem dziewczynie iść ze mną. Podszedłem do baru, z udawanym luzem zapłaciłem za nasze śniadanie i skierowałem się do wyjście. Raz, dwa, trzy…
- Chwileczkę. – Usłyszałem za placami. Cholera, rozpoznał nas przekląłem w myślach. Uciekać. Z mocno bijącym sercem odwróciłem się i spojrzałem na kelnera, który podchodził do mnie. – Nie wziął pan reszty. Dziękujemy za wizytę i życzymy miłego dnia.
- Dziękuję bardzo – wydukałem oszołomiony. Bez słowa pociągnąłem Mary za łokieć i wyprowadziłem z kawiarni. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, odetchnąłem z ulgą.
- O Boże. – Mała schowała twarz w dłoniach. – Już myślałam, że nas poznał.
Sam byłem w nie mniejszym szoku. Objąłem ją ramieniem i pociągnąłem w stronę samochodu. Dziewczyna posłusznie ruszyła, cały czas jednak drżąc ze zdenerwowania. Szybko doszliśmy do auta. Z trzaskiem zamknąłem za sobą drzwiczki i opadłam na oparcie. Zamknąłem oczy i brałem głębokie wdechy. Dawno nie byłem tak zdenerwowany.
- Jezu, myślałem że tam zawału dostanę – wydusiłem, żeby przerwać tą okropną ciszę.
Odwróciłem głowę w prawą stronę. Rudzik siedział z podkulonymi nogami. Objęła kolana rękoma i delikatnie kołysała się do przodu i do tyłu. Oczy miała zamknięte, a po policzkach spływały wąskie strumyki łez. Zrobiło mi się jej strasznie żal. Musiało ją to wiele kosztować.
Bez słowa wyszedłem z samochodu i podszedłem do drzwi z jej strony. Otworzyłem je i przykucnąłem obok.
- Mała, no już. Teraz nic nam nie grozi. – Próbowałem ją uspokoić. – Proszę, nie płacz.
Dziewczyna nie reagowała na moje słowa. Otworzyła swoje piękne, teraz wilgotne oczy, oparła brodę na kolanach i wpatrywała się w przednią szybę.
- Rudzik, no coś ty.
Chwyciłem jej dłonie, które zaciskała na łokciach i delikatnie rozluźniłem uścisk. Dziewczyna zachowywała się jak marionetka – opuściła ręce, jakby nie potrafiła nad nimi panować. Zsunęła stopy z siedzenia, a tułów poleciał z nogami. Wziąłem ją na ręce i wyciągnąłem z auta. Postawiłem ją na ziemi, opierając o bok samochodu.
Stała na drżących nogach, twarz miała czerwoną i lekko opuchniętą od płaczu. Próbowałem wychwycić jej wzrok pośród tysięcy spojrzeń, jakimi obdarzała świat dookoła, chwytając jej twarz w dłonie. Po chwili niebieskie tęczówki skierowały się na moje brązowe.  Uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna jednym nagłym ruchem zarzuciła mi ręce na szyję i wtuliła we mnie. Objąłem ją ramionami i delikatnie kołysałem. Usłyszałam cichy szloch, poczułem drżenie jej niewielkiego ciała. Spazmatyczne wstrząsy potęgowały się z każdą chwilę. Przycisnąłem ją do siebie mocniej. Biedactwo. Było mi jej strasznie szkoda.
Wszystkie te emocje, uczucia, które kłębiła w sobie od jakiegoś czasu, teraz dały o sobie znać. Jak dotąd była silna i odważna, tak w tej jednej chwili całe jej opanowanie uleciało jak powietrze z przebitego balonika. Była całkowicie bezbronna, a jednocześnie tak naturalna.
Może to było niestosowne, ale na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Pierwszy raz jest stuprocentowo sobą.
Gdy Mała ucichła, a drżenie ustało, podniosłem ją delikatnie i posadziłem w tylnej części samochodu. Położyła się na siedzeniach, a głowę ułożyła na poduszce. Już po chwili spała.
Przykryłem ją kocem i pocałowałem we włosy. Lekko zamknąłem drzwi i zasiadłem z kierownicą. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i zwolniłem hamulec ręczny.
Ruszyliśmy do Gdańska.

*    *    *
Witajcie. :*
Pozwalam Wam udusić mnie za ten rozdział, bo jest po prostu ma-sa-kry-czny. Nudny jak flaki z olejem, brak akcji, totalne zero. Nic nie mogłam wymyślić, chyba dopadł mnie kryzys wieku średniego. Przepraszam, wybaczcie.
Hehe, a pojutrze egzaminy, a ja nic nie umiem. xd Tak szczerze to nie mogę się ich doczekać (czy ja już tego nie pisałam?), ale wolałabym żeby się nie kończyły. Mam zapowiedziane jakieś... 8 sprawdzianów? W dodatku trzy w okolicy moich urodzin. No, dzięki za taki prezent! :(
Dobra, skończę to marudzenie.
Do następnego, Stokrotki. ♥
Baj baj. :* xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz