środa, 1 maja 2013

Rozdział 12.

-„… na nasz adres mailowy….”
- Kur*a! – przekląłem i czym prędzej wyłączyłem radio.
- Czym ten biedny przycisk ci zawinił? – usłyszałem cichy zachrypnięty głos za plecami, a fotel, na którym siedziałem, wygiął się lekko do tyłu Co się dzieje?
- Mówią o nas w każdej stacji – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, nie odwracając głowy od jezdni.
Usłyszałem lekkie westchnienie, a skórzane oparcie wróciło do swojej pozycji. Ciche plaśnięcie obwieściło powrót Mary do pozycji siedzącej. Zerknąłem w lusterko: włosy dziewczyny były w sporym nieładzie, podkrążone oczy świadczyły o zmęczeniu. Opierała głowę o szybę i wyglądała na zewnątrz. Po chwili spojrzała z małe szkiełko i napotkawszy mój wzrok, uśmiechnęła się lekko.  Znów spojrzałem na drogę.
- Gdzie jesteśmy? – Cichy, melodyjny głos nastolatki przerwał panującą ciszę. Już chciałem jej odpowiedzieć, gdy ponownie się odezwała, tym razem dużo głośniej – Zatrzymaj się!
Zdziwiony odwróciłem głowę w jej kierunku, ale posłusznie zjechałem na pobocze. Kiedy tylko samochód się zatrzymał, dziewczyna wybiegła na zewnątrz.
Znajdowaliśmy się na przedmieściach. Z obu stron otaczały nas pola i łąki, zwieńczane na horyzoncie łańcuchami drzew. Gdzieniegdzie można było dostrzec pojedyncze domy i inne budynki.
Rudowłosa oddaliła się od drogi szybkim truchtem. Widziałem z daleka, jak podbiega do jakiejś kobiety, pracującej wśród gęstej trawy,  i coś do niej mówi. Nie słyszałem, o czym mówiły, mogłem tylko dostrzec, jak kobieta szeroko się uśmiecha i kiwa głową. Uradowany Rudzik wdzięcznie dygnął, chyba podziękował i ruszył w stroną pasących się niedaleko nich koni. Podeszła do czarnego zwierzęcia, które w tym momencie było zajęte jedzeniem trawy, i powoli wyciągnęła dłoń w jego stronę. Delikatnie położyła dłoń na szyi konia i leciutko pogłaskała. Koń nie zareagował, więc dziewczyna już śmielej sięgnęła jego grzywy. Chwilę rozplątywała palcami jego długie włosy, aż wreszcie usiadła na ziemi obok głowy zwierzęcia i głaskała jego pysk.
Uśmiech wypłynął na moje usta. Opierając się o bok mojego auta i przyglądając zafascynowanej koniem rudowłosej, nie zauważyłem, jak podchodzi do mnie wcześniej wspomniana kobieta. Była niska, drobnej postury, wyglądała na trochę starszą ode mnie. Długie jasne włosy zaplecione w kłos spływały po jej ramieniu, a głowę przykrywała wielobarwna chusta.  Miała na sobie prostą, bawełnianą koszulę z długimi rękawami, podwiniętymi do łokci, i jeansowe ogrodniczki.  Stanęła obok mnie, odwróciła się w kierunku, z którego przyszła i założyła ręce na piersi. Cały czas się uśmiechała.
- Niesamowita dziewczyna – odezwała się – poznałam na pierwszy rzut oka. Ja się na tym znam. Ma taki szczery uśmiech.
Odwróciłem głowę w jej stronę. Kobieta przyglądała mi się z uśmiechem i ciekawością.
- To prawda. – Znów spojrzałem na Rudzika. Mary zrywała źdźbła otaczającej ją trawy i podłożyła pod pysk konia. Zwierzę ze smakiem zjadło roślinę, a Mała pochyliła się i pocałowała go w nos. Zaśmiałem się cicho.
- To twoja dziewczyna? – dobiegło do mnie z prawej strony – Dbaj o nią. Jest wspaniała.
- Tak – nie zaprzeczyłem – cudowna.
Kobieta z rozbawieniem pokręciła głową i odeszła. Chwilę postałem przy czarnym samochodzie, aż wreszcie ruszyłem się z miejsca. Podszedłem do Rudzika z rękoma w kieszeniach i usiadłem po turecku obok niej. Dziewczyna zerknęła na mnie i posłała mi lekki uśmiech, po czym ponownie skupiła uwagę na zwierzęciu. Delikatnie wodziła palcami po ciemnobrązowej sierści na głowie konia i patrzyła na niego z czułością.
Rozejrzałem się wokół siebie i zerwałem kilka garści trawy. Podsunąłem pod pysk zwierzęcia, ale to odwróciło głowę w drugą stronę. Mary roześmiała się dźwięcznie. Sekundę później poczułem, jak jej palce chwytają moje i rozprostowują je. Rudzik chwycił delikatnie mój nadgarstek i pociągnął w stronę konia. Zwierzę wąchało trawę, aż wreszcie zabrało je z mojej dłoni. Zerknąłem na Mary. Ta uśmiechała się leciutko, jakby do siebie. Puściła moją rękę, a ja poczułem lekki smutek. Gościu, ogarnij się. Jednak im dłużej nie czułem jej delikatnego dotyku lub nie widziałem jej pięknego uśmiechu, czułem się coraz gorzej. Co się ze mną dzieje? Prowadziłem w myślach dyskusję z samym sobą. Przyznaj się. Do czego niby? Do tego, że ci zależy. Ale tak nie jest, nie znam jej. Nie musisz jej znać, pociąga cię. Być może, ale to nieistotne.  Jak to nie? No tak, to nic nie znaczy. Tak, oszukuj sam siebie. Nie oszukuję! Po prostu się boisz. Nie prawda! Mów, co chcesz, ja i tak wiem swoje. A ja swoje.
- Aaaaleeeeks. – Mary machała mi ręka przed twarzą. Mówiła wolno i wyraźnie, jakbym był niespełna rozumu.
- Słuuuuchaaaam. – Kontynuowałem jej grę.
- Pobuuuudkaaa – zaśmiała się z mojej reakcji. Ten cudny śmiech znowu ten wredny głos. Nie narzekaj. Można to jakoś wyłączyć? – Idziemy?
- Tak, tak, już.
Wstałem z trawy i otrzepałem kolana. Rudowłosa podniosła się z ziemi i objęła rękoma szyję konia. Ostatni raz wtuliła twarz w jego grzywę. Po dłuższej chwili oderwała się od niego i ruszyła w stronę samochodu, nie oglądając się za siebie. Podążyłem za nią.
- Już za nim tęsknie – powiedziała ze smutkiem w głosie i wygięła usta w podkówkę.
- Bardzo szybko się przywiązujesz – zauważyłem.
- Wiele razy to słyszałam. – Delikatny uśmiech powrócił na twarz Mary. Mary… hm…
- Mary – zwróciłem jej uwagę na siebie – myślałaś kiedyś o zmianie nazwiska?
Dziewczyna była chyba nieco zdziwiona, ale odpowiedziała.
- Ano myślałam – potwierdziła.
- I? – Ciężko z niej cokolwiek wyciągnąć.
- Co powiesz na Aleksandrę Rubińczyk? – zapytała zaciekawiona.
- Skąd ty wytrzasnęłaś takie nazwisko? – zaśmiałem się, gdy nagle spostrzegłem  że dziewczyna stanęła. Obróciłem się w jej kierunku.
- Mówiłeś coś, piekarzu?* – spytała ze złośliwym uśmiechem i ironią w głosie.
- Co do tej Aleksandry – zmieniłem temat – będę mógł mówić do ciebie Aleks – uśmiechnąłem się triumfalnie.
Rudowłosa rozszerzyła oczy i klepnęła się dłonią w czoło.
- Och, faktycznie, nie pomyślałam – śmiała się z samej siebie – czyli pozostaje Zuzanna.
- Zuza… Zuzka… - mruczałem pod nosem – nawet ładnie. Pasuje do ciebie.
W odpowiedzi na mój komplement Mary (jeszcze) zaczerwieniła się słodko i odwróciła wzrok. Szliśmy wolnym krokiem w stronę samochodu, gdy usłyszałem coś za plecami. Obróciłem się za siebie i… zobaczyłem Małą leżącą na ziemi  Podbiegłem do niej natychmiast i próbowałem ocucić, jednak Młoda wciąż była nieprzytomna. Serce waliło mi jak oszalałe, krew wrzała w żyłach, ręce trzęsły się niemiłosiernie. Czyli jednak ci zależy. Zignorowałem ten głos. Miałem ważniejsze sprawy na głowie.
Mary leżała bezwiednie na ziemi  rude loki rozsypały się wokół jej głowy, skóra była jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Mała, co jest?
Zadzwoniłem na pogotowie i wezwałem karetkę. W oczekiwaniu na jej przyjazd uklęknąłem przy głowie dziewczyny i ułożyłem ją na swoich kolanach. Zagarnąłem kilka niesfornych kosmyków za ucho, próbując uspokoić zszarpane nerwy.  Mimowolnie spojrzałem na jej usta. Teraz były nieco sine, ale nadal niezwykle kuszące. W ich kącikach czaił się uśmiech. Nareszcie mógłbym poczuć ich smak…
Stary, ogarnij się! głos rozsądku próbował przywołać mnie do porządku, ale w chwili obecnej nie miał za dużo do gadania. Przybliżyłem swoją twarz do twarzy Mary, od celu dzieliło mnie niespełna kilka centymetrów. Słyszałem tylko szaleńczy bieg mojego serca i płytki oddech.  Widziałem tylko TE usta.
I…
W ostatniej chwili stchórzyłem.
Kiedy teraz tak o tym myślę, sam nie wiem, dlaczego. Nie miałem czego się bać, no bo co to jest – zwykły pocałunek, nic takiego - ale mimo to nie zdobyłem się na odwagę. Na samą myśl o pocałunku z Mary, działo się ze mną… coś dziwnego. Jestem nienormalny. Sam się sobie dziwiłem. Co się ze mną dzieje?
Moje rozmyślania przerwał przyjazd karetki. Z samochodu wyskoczyło kilku sanitariuszy, którzy zajęli się Mary. Położyli ją na przyniesionych wcześniej noszach i zanieśli do ambulansu. Natychmiast wskoczyłem za kółko w moim aucie i ruszyłem w ślad za karetką do szpitala.
Jednego nie przemyślałem…

_________________________
* - przypominam - 
Aleks Jakub Baker (z ang. piekarz :))

Cześć, Stokrotki. :)
Dzisiaj taki jakiś nijaki. Ale nie mam już czasu tego zmienić; do internetu będę miła dostęp dopiero za tydzień, jak wrócę z weekendu majowego. A chciałam jeszcze coś wstawić przed wyjazdem, więc się zawzięłam i dokończyłam rozdział.
No. To teraz z czystym sumieniem (powiedzmy) mogę iść spać. Wiecie - jutro o ósmej wyjazd, jest pierwsza w nocy, a ja chcę się wyspać - Like It! :D
Dobra, już nie zanudzam. Ciekawego miłego weekendu, Kochani, wypoczywajcie.
Dobranoc. xx :*

~ autorka.

PS A, no i mam nadzieję, że rozdział do przeżycia. :) Pozdrawiam. xo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz