Rozpoznają ją, na pewno ją rozpoznają. Nie mogłam uspokoić myśli. Z bardzo dużą prędkością pokonywałem kolejne kilometry, niemal nie zderzając się z jadącą przede mną karetką. W rzeczywistości minęło tylko parę minut, zanim dotarliśmy do szpitala, jednak to były najdłuższe minuty w moim życiu.
Czy to strach?
Czy to strach?
Mógłbym zaprzeczać tysiąc razy, okłamywać samego siebie, wmawiać sobie, że tak nie jest, ale prawda jest nieubłagana i zawsze wyjdzie na jaw.
To ZDECYDOWANIE był strach.
Życie Mary było cenniejsze od wszystkiego innego.
Sama ona była cenniejsza od wszystkiego innego.
Była najważniejsza.Nasz Alex się zakochał. Ach, no taka prawda, wredny głos miał rację. Nie ma po co się kłócić, bo to i tak niczego nie zmieni.
Zakochałem się.
Zakochałem się w tej niesamowitej dziewczynie z burzą rudych loków na głowie, błyszczącymi niebieskimi oczami i czarującym uśmiechem. Cholera, wpadłem na maksa.
Jakimś cudem minuty, jeszcze przed chwilą dłużące się niemiłosiernie, teraz skurczyły się do postaci kilku zaledwie sekund. Nim się obejrzałem, byłem już na parkingu przed szpitalem. Wysoki, zbudowany z czerwonej cegły, PRL-owski budynek. Wyglądał jak więzienie i w pewnym sensie nim był. Współczuję tym, którzy mają ten obrazek przed oczami na co dzień.
Wyskoczyłem z samochodu i pobiegłem w kierunku wejścia, po drodze potrącając kilka osób w białych kitlach z papierosami w dłoni. Dopadłem szklanych dzrwi i wślizgnąłem się do środka. Wzrokiem odszukałem recepcję i szybkim krokiem do niej dotarłem.
To ZDECYDOWANIE był strach.
Życie Mary było cenniejsze od wszystkiego innego.
Sama ona była cenniejsza od wszystkiego innego.
Była najważniejsza.Nasz Alex się zakochał. Ach, no taka prawda, wredny głos miał rację. Nie ma po co się kłócić, bo to i tak niczego nie zmieni.
Zakochałem się.
Zakochałem się w tej niesamowitej dziewczynie z burzą rudych loków na głowie, błyszczącymi niebieskimi oczami i czarującym uśmiechem. Cholera, wpadłem na maksa.
Jakimś cudem minuty, jeszcze przed chwilą dłużące się niemiłosiernie, teraz skurczyły się do postaci kilku zaledwie sekund. Nim się obejrzałem, byłem już na parkingu przed szpitalem. Wysoki, zbudowany z czerwonej cegły, PRL-owski budynek. Wyglądał jak więzienie i w pewnym sensie nim był. Współczuję tym, którzy mają ten obrazek przed oczami na co dzień.
Wyskoczyłem z samochodu i pobiegłem w kierunku wejścia, po drodze potrącając kilka osób w białych kitlach z papierosami w dłoni. Dopadłem szklanych dzrwi i wślizgnąłem się do środka. Wzrokiem odszukałem recepcję i szybkim krokiem do niej dotarłem.
- Przepraszam, przed chwilą przywieziono tu taką rudowłosą dziewczy...
- Czy jest pan kimś z rodziny? - recepcjonistka przerwała mi, nawet na mnie nie spoglądając, zajęta wypełnianiem jakichś papierów.
- Tak, jestem... bratem... - skłamałem, bo co mogłem zrobić. Kobieta podniosła oczy i spojrzała na mnie z powątpiewaniem - przyrodnim - dodałem szybko.
- Czy ktoś może to potwierdzić? - Kobieta wierciła we mnie dziury tym bazyliszkowym spojrzeniem, aż czułem, jak mimowolnie się skurczam.
- Nikt poza nią. To gdzie ona jest? - ponowiłem pytanie.
- Jeszcze to sprawdzimy. Dziewczyna dopiero przyjechała, więc zapewne wciąż jest badana... - Jezu, kobieto, to naprawdę nie było trudne pytanie! Powiedz mi tylko: GDZIE. ONA. JEST ?!” - jest w sali numer 114 na drugim piętrze, ale...
- Dziękuję - tym razem ja jej przerwałem. Nie zwracając już na nią uwagi, szybko odszukałem schody i po kilkunastu sekundach byłem już na drugim piętrze. Stałem na środku korytarza i rozglądałem się na wszystkie strony. Wokół mnie spokojnie przechodzili lekarze, pielęgniarki, pacjenci i goście, ale na szczęście nikt mnie nie zaczepił. Wreszcie dostrzegłem tabliczkę z numerem 114, wiszącą na przybrudzonych, zielono-burych, z odchodzącą farbą, drzwiach. Nogi same poniosły mnie w ich kierunku, ja już ich nie kontrolowałem. Znowu dopadł mnie strach.
Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Niby to tylko omdlenie, ale czy ona już wczoraj nie była taka blada? Czy już wczoraj nie miała worków pod oczami? Takiego zagubionego wzroku? A co, jeśli to coś poważniejszego? Co, jeśli jest na coś chora? Co wtedy?
Miliony nieskładnych pytań i okrąglutkie zero odpowiedzi.
W pewnej chwili z sali z wyszedł mężczyzna w białym fartuchu, więc szybko do niego podbiegłem.
- Doktorze, co z nią? Wszystko w porządku?
- Pan jest jej...?
- Bratem, przyrodnim - dokończyłem za niego - jak ona się czuje?
- Bratem, mówi pan... no dobrze - Chociaż on dał mi spokój. - A więc z pańską siostrą jest już lepiej, odzyskała przytomność. Sądzimy, że przyczyną omdlenia mógł być nadmierny stres i przemęczenie.
- A... kiedy będę mógł do niej wejść? - spytałem niepewnie, wdzięczny losowi, że jednak nic jej nie jest.
- Właściwie może pan choćby zaraz. Byle tylko nie na długo. Pacjentka jest osłabiona, potrzebuje dużo odpoczynku.
- Oczywiście, doktorze, dziękuję bardzo.
Ten tylko skinął głowę i odszedł z rękoma złączonymi za plecami. Czym prędzej odwróciłem się w stronę sali Mary i podążyłem w kierunku drzwi. Uchyliłem je lekko i wślizgnąłem się do środka z mocno bijącym sercem. Pomieszczenie było niewielkie, ale sprawiało wrażenie pustego. Pod ścianą z prawej strony stało łóżko, naprzeciwko niewielka szafa. Oprócz tego na trzeciej ścianie znajdowało się okno, pod nim mały stolik i dwa proste krzesła. W sali znajdowały się dwie osoby - zmieniająca kroplówkę, niska, blondo-włosa pielęgniarka i leżąca na łóżku, rudowłosa nastolatka. Na sam jej widok uśmiechnąłem się. Mimo potarganych włosów i zmęczenia wypisanego na twarzy, nadal wyglądała pięknie.
Kiedy drzwi samoistnie się za mną zamknęły, obie kobiety odwróciły twarze w moim kierunku.
- Aleks - Ten cichy, melodyjny głos rozpoznam wszędzie. Z prędkością światła znalazłem się przy łóżku Małej, przykucnąłem i odgarnąłem włosy z jej bladej twarzy, na której pojawił się cień uśmiechu.
- Jestem - powiedziałem lekko drżącym nieco głosem i złapałem jej drobną dłoń - Już jest wszystko dobrze.
- Wiem - wyszeptała i przymknęła oczy. Delikatnie zacisnęła palce na moich.
- Prześpij się - odezwałem się i chciałem odejść, ale powstrzymała mnie dłoń Mary.
“Zostań” powiedziała bezgłośnie.
Uśmiechnąłem się lekko i usiadłem na brzegu jej łóżka, gładząc kciukiem wierzch jej dłoni. - Czy jest pan kimś z rodziny? - recepcjonistka przerwała mi, nawet na mnie nie spoglądając, zajęta wypełnianiem jakichś papierów.
- Tak, jestem... bratem... - skłamałem, bo co mogłem zrobić. Kobieta podniosła oczy i spojrzała na mnie z powątpiewaniem - przyrodnim - dodałem szybko.
- Czy ktoś może to potwierdzić? - Kobieta wierciła we mnie dziury tym bazyliszkowym spojrzeniem, aż czułem, jak mimowolnie się skurczam.
- Nikt poza nią. To gdzie ona jest? - ponowiłem pytanie.
- Jeszcze to sprawdzimy. Dziewczyna dopiero przyjechała, więc zapewne wciąż jest badana... - Jezu, kobieto, to naprawdę nie było trudne pytanie! Powiedz mi tylko: GDZIE. ONA. JEST ?!” - jest w sali numer 114 na drugim piętrze, ale...
- Dziękuję - tym razem ja jej przerwałem. Nie zwracając już na nią uwagi, szybko odszukałem schody i po kilkunastu sekundach byłem już na drugim piętrze. Stałem na środku korytarza i rozglądałem się na wszystkie strony. Wokół mnie spokojnie przechodzili lekarze, pielęgniarki, pacjenci i goście, ale na szczęście nikt mnie nie zaczepił. Wreszcie dostrzegłem tabliczkę z numerem 114, wiszącą na przybrudzonych, zielono-burych, z odchodzącą farbą, drzwiach. Nogi same poniosły mnie w ich kierunku, ja już ich nie kontrolowałem. Znowu dopadł mnie strach.
Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Niby to tylko omdlenie, ale czy ona już wczoraj nie była taka blada? Czy już wczoraj nie miała worków pod oczami? Takiego zagubionego wzroku? A co, jeśli to coś poważniejszego? Co, jeśli jest na coś chora? Co wtedy?
Miliony nieskładnych pytań i okrąglutkie zero odpowiedzi.
W pewnej chwili z sali z wyszedł mężczyzna w białym fartuchu, więc szybko do niego podbiegłem.
- Doktorze, co z nią? Wszystko w porządku?
- Pan jest jej...?
- Bratem, przyrodnim - dokończyłem za niego - jak ona się czuje?
- Bratem, mówi pan... no dobrze - Chociaż on dał mi spokój. - A więc z pańską siostrą jest już lepiej, odzyskała przytomność. Sądzimy, że przyczyną omdlenia mógł być nadmierny stres i przemęczenie.
- A... kiedy będę mógł do niej wejść? - spytałem niepewnie, wdzięczny losowi, że jednak nic jej nie jest.
- Właściwie może pan choćby zaraz. Byle tylko nie na długo. Pacjentka jest osłabiona, potrzebuje dużo odpoczynku.
- Oczywiście, doktorze, dziękuję bardzo.
Ten tylko skinął głowę i odszedł z rękoma złączonymi za plecami. Czym prędzej odwróciłem się w stronę sali Mary i podążyłem w kierunku drzwi. Uchyliłem je lekko i wślizgnąłem się do środka z mocno bijącym sercem. Pomieszczenie było niewielkie, ale sprawiało wrażenie pustego. Pod ścianą z prawej strony stało łóżko, naprzeciwko niewielka szafa. Oprócz tego na trzeciej ścianie znajdowało się okno, pod nim mały stolik i dwa proste krzesła. W sali znajdowały się dwie osoby - zmieniająca kroplówkę, niska, blondo-włosa pielęgniarka i leżąca na łóżku, rudowłosa nastolatka. Na sam jej widok uśmiechnąłem się. Mimo potarganych włosów i zmęczenia wypisanego na twarzy, nadal wyglądała pięknie.
Kiedy drzwi samoistnie się za mną zamknęły, obie kobiety odwróciły twarze w moim kierunku.
- Aleks - Ten cichy, melodyjny głos rozpoznam wszędzie. Z prędkością światła znalazłem się przy łóżku Małej, przykucnąłem i odgarnąłem włosy z jej bladej twarzy, na której pojawił się cień uśmiechu.
- Jestem - powiedziałem lekko drżącym nieco głosem i złapałem jej drobną dłoń - Już jest wszystko dobrze.
- Wiem - wyszeptała i przymknęła oczy. Delikatnie zacisnęła palce na moich.
- Prześpij się - odezwałem się i chciałem odejść, ale powstrzymała mnie dłoń Mary.
“Zostań” powiedziała bezgłośnie.
- Jak sobie życzysz.
Dziewczyna mruknęła coś niezidentyfikowanego i ułożyła się wygodniej na łóżku. Ja, nie puszczając jej dłoni, drugą ręką przysunąłem sobie jedno z krzeseł. Usiadłem na nim i spojrzałem na Mary, która odpłynęła już w objęcia Morfeusza. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i oprałem się bokiem o ścianę. Nie wiem kiedy, zasnąłem.
*****
Witam po długiej przerwie. :)
Oficjalnie pozwalam Wam mnie udusić. Nie wiem nawet, który to już raz. Pisanie zeszło na dalszy plan, przyznaję, ale nie zapomniałam o nim. Mogłabym usprawiedliwiać się szkołą, ale wiem, ze gdybym dobrze rozplanowała sobie dzień, na pewno znalazłabym czas na pisanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie moje lenistwo, postaram się ogarnąć. I przepraszam za ten flakowaty rozdział, chociaż chyba lepszy taki, niż żaden, prawda? :) Pozdrawiam cieplutko. xx :)
~autorka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz