niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 1.

Obudziłam się z mocnym bólem głowy. Właściwie to przez niego wstałam. Samo patrzenie sprawiało mi problem. Starałam się o tym nie myśleć i usiadłam. Mało co nie spadłam z łóżka, tak bardzo kręciło mi się w głowie. Bardzo powoli wstałam na nogi i powoli, podpierając się o wszystko, co miałam pod ręką, podeszłam do drzwi. Chwyciłam komórkę i sprawdziłam godzinę. Była siódma, jakim cudem tata mnie nie obudził? Przez zwolnione obroty w mojej głowie dopiero po chwili skojarzyłam, że tato jest w górach, a mama jeszcze śpi. Przez chwilę byłam wdzięczna bólom głowy za to, że przynajmniej nie spóźnię się do szkoły.
Odłożyłam telefon na półkę i postawiłam jeden krok. Natychmiast zakręciło mi się w głowie, upadłam na ścianę. Obiłam sobie ramie, ale nie zwróciłam na to uwagi i sięgnęłam po Apap. Może przynajmniej on mi pomoże. Wzięłam jedną, potem kolejną tabletkę. Po kwadransie ból zelżał. W tym czasie zdążyłam się ubrać, umyć i uczesać. Poszłam do kuchni na śniadanie, ale po pierwszym kęsie myślałam, że zwymiotuje, więc dałam sobie z nim spokój. Podreptałam do korytarza, migiem założyłam kozaki, płaszczyk i szalik. Niemal wybiegłam z domu, żeby nie spóźnić się na autobus. Miałam dwie minuty. Zdążyłam, na szczęście. Gdy usiadłam, ból głowy powrócił. Odchyliłam głowę i zamknęłam oczy.
Jakimś cudem nie przegapiłam swojego przystanku. Ostrożnie wstałam, walcząc z zawrotami głowy. Wyszłam z autobusy i skierowałam się w stronę przejścia. Potem usłyszałam tylko czyjś krzyk, uderzenie w głowę i twardość bruku. Nic więcej nie pamiętam.


Obudziłam się później i za nic nie mogłam skapować gdzie jestem i dlaczego. Z czasem moje oczy przyzwyczaiły się do jasnego światła i zaczynałam przypominać sobie, co się stało.
Leżałam na łóżku w jakiejś dziwnej pidżamie, przykryta białą pościelą. Po prawej stronie widziałam mamę, śpiącą w fotelu i jakiegoś lekarza, krzątającego się po sali. Chyba wyczuł moje spojrzenie, bo odwrócił głowę i uśmiechnął się delikatnie. Podszedł do mnie, a ja spostrzegłam, że to nie lekarz. Nade mną stał jakiś chłopak (wyrośnięty, ale na pewno nie dorosły), ciemne włosy zasłaniały jego niebieskozielone oczy. Wiedziałam, że skądś go znam.
- A... - wychrypiałam tylko, nie byłam w stanie nic powiedzieć.
Chłopak uśmiechał się nadal.
- Lepiej nic nie mów. Masz zapalenie strun głosowych, możesz je tylko podrażnić.
Cholera. Czyli o nic go nie spytam.
- Zaczekaj, zaraz coś wymyślę. - brunet rozejrzał się po pokoju, jakby szukał jakiegoś rozwiązania. Wreszcie podszedł do szafy, wyciągnął jakąś kartkę i długopis. Podał mi. Położył mi książkę na kolanach, żebym miała na czym pisać.
' Kim jesteś? Skąd Cie kojarzę?'
- Jestem Marcin, znamy się ze szkoły. Jestem w trzeciej klasie, dzisiaj rano jechałem z tobą autobusem.
' A co tak wgl się stało? Gdzie jestem? I co tu robisz?'
Chłopak westchnął. Pisało się na długą rozmowę.
- Nie pamiętasz? Wyszliśmy z autobusu i czekałaś na przejściu. Potem jakiś małolat rzucił w ciebie dla żartu śnieżką i osunęłaś się na ziemie. Jakiś facet posadził cię na ławce, ja zadzwoniłem po pogotowie. Wzięli mnie ze sobą, bo byłem "naocznym świadkiem" - zgiął dwa palce obu rąk i zmienił głos. - " Jako jedyny znajomy niepełnoletniej został zabrany na oddział w celu złożenia zeznań."
Uśmiechnęłam się. "Czyli go wrobiłam - pomyślałam - Tylko czemu cały czas tu siedzi?"
'Która jest godzina?' - nabazgrałam.
- Gdzieś po w pół do siódmej wieczór.
Uniosłam brwi ze zdziwienia. Marcin uśmiechnął się znacząco.
- Pewnie dziwi cię, że ciągle tu jestem. Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czemu. Powiedzieli mi, że mogę zostać jak długo chcę, więc zostałem. Nie mam nic ciekawego do roboty. A ty tak ładnie wyglądasz, jak śpisz.
Przysunął krzesło do mojego łóżka i usiadł. Bawił się kosmykiem moich włosów i uśmiechał delikatnie. Ten jego uśmiech był taki pociągający, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Oparł głowę o ręce i spojrzał mi w oczy. To było takie miłe. Poczułam, jak z w moim brzuchu latają motyle.
Że też nigdy wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. Poznaliśmy się zaledwie kilka minut temu, a już wiedziałam jaki ma kolor oczu, jak ma na imię i do której klasy chodzi.
Powoli zapadałam w sen. Powieki miałam coraz cięższe, ale nie chciałam zasypiać. Próbowałam stłumić ziewnięcie, ale nie udało mi się. Marcin roześmiał się.
- Masz rację, troche się zasiedziałem. Idź już spać, mała.
Przybliżył twarz do mojej i przez chwilę patrzył mi głęboko w oczy. Potem delikatnie musnął ustami mój policzek.
- Kolorowych snów.
Patrzyłam za Marcinem, dopóki nie zniknął w drzwiach. Zerknęłam na mamę - nadal spała. Musiała bardzo się martwić. Sięgnęłam po kartkę i napisałam na niej.

Cześć, Mamuś!
Mam nadzieję, że nie martwiłaś się za bardzo. Kiedy się obudziłam, Ty spałaś i nie chciałam Cię budzić.
Ja czuję się dobrze, byłam tylko zmęczona, dlatego idę spać. Jutro pogadamy.
Kocham Cię !Mary

Odłożyłam kartkę na stolik i przewróciłam się na drugi bok. Zamknęłam oczy i natychmiast ujrzałam ten piękny uśmiech. Zasnęłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz