"Nigdy niczym szczególnym się nie wyróżniałam - dość wysoka, teraz już ważąca prawidłowa, niebieskooka piętnastolatka o nieokreślonym (połączenie brunatnego, brązowego, miedzianego, złotego, rudego i całej reszty, znane jako 'bursztynowe') i nieznanym pochodzeniu kolorze włosów. Niezadbane paznokcie, poorane bliznami z zabaw dzieciństwa ręce i nogi, lekko garbaty nos i blado opalona twarz. Przewrażliwiona na swoim punkcie dziewczyna, która kocha książki, muzykę i aparaty fotograficzne (ortodontycznego nie musiała, na szczęście, nigdy nosić). Bardzo lubi sport, przede wszystkim jeździectwo, siatkówkę i sporty wodne, choć z natury jest leniuchem i woli odpoczywać biernie. Nie lubi długo spać. Kolekcjonuje kubki, uwielbia rośliny i chce zostać wegetarianką - to chyba wszystko, co teraz przychodzi mi teraz do głowy, a co powinniście wiedzieć na mój temat. Chociaż nie, jeszcze coś - jest ambitną, niepoprawną marzycielką.
Oczywiście, marzy o spotkaniu swojej miłości. Wiecie, o co chodzi - przypadkowe spotkanie, krótkie spojrzenie, bezsenne noce, puste dni, kolejne spotkanie i pierwszy dialog. Następne spotkania, które przeradzają się w randki, szybsze bicie serca na sam JEGO widok, pierwsze trzymanie się za ręce, potem pierwszy pocałunek i zaproponowanie 'chodzenia'. I tak toczy się to dalej, i dalej - aż wreszcie zaręczyny i przepiękny ślub oraz jeszcze piękniejsze wesele. A co potem... się okaże.
Szalenie ambitna, choć - jak to już było wspomniane - leniwa. Nie jest pewna swojej przyszłości, aktualnie waha się między wyborem - 'human' czy 'biol-chem'. Sama nie wie, że kiedyś spotka o wiele trudniejsze wybory niż wybór licealnego profilu (choć z tego zdania wynika, że jednak wie). Mimo ambicji, nie omieszka jej się zaliczyć kapcia.."
Dziewczyna siedziała nad zeszytem już od kwadransa i skrobała długopisem po kolejnych jego kartkach, gdy nagłe otwarcie drzwi przez jej młodszą siostrę spowodowało zamknięcie i schowanie zeszytu do szuflady biurka. Mała Ola nawet tego nie zauważyła - była zbyt zajęta swoimi wysmarowanymi czekoladowym kremem rączkami, które na przemiennie oczyszczała językiem, bynajmniej nie oczyszczając przy tym równie mocno usmarowanej twarzy. Po chwili podniosła swoje duże, śliczne, brązowe oczy, gęsto otoczone rzęsami, i spojrzała na twarz siostry.
- Marysiu - powiedziała trzylatka, uśmiechając się przy tym uroczo, pokazując dołeczki w policzkach.
Było oczywiste, o co mogło chodzić Oli. Jeśli mama zobaczy małą całą ubabraną czekoladą, zakaże jej słodyczy na tydzień. To z kolei oznacza poważne kłopoty finansowe Marii. Bez słowa podeszła do dziewczynki, chwyciła jej malutką dłoń i zaprowadziła do łazienki. Przed umywalką postawiła krzesło, na którym już po chwili skakała mała. Mary (innej wersji swojego imienia nie tolerowała) nalała ciepłej wody, namydliła ręce i, delikatnie szorując, myła brązowe ręce siostry. Po skończonym zabiegu Olka zarzuciła jej chude ramionka na szyję i mocna ścisnęła, prawie odcinając dopływ tlenu "Marysi". Ta przerzuciła sobie dziewczynkę na plecy, umyła zlew, odstawiła krzesło i zeszła na dół. Tam przekazała dziewczynkę zdezorientowanemu tacie, pogrążonemu w lekturze, i wróciła do pokoju. Rzuciła się na łóżko i leżała tak na brzuchu po ciemku. Była już w pidżamie, a zegarek dawno wybił wpół do jedenastej, mogła więc spokojnie iść spać. Przez kilka minut turlała się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. W końcu zrezygnowana ułożyła poduszkę wyżej i zaczęła rozmyślać. A rozmyślać to miała o czym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz