środa, 20 marca 2013

Rozdział 8.


Taksówka zatrzymała się przed moim domem. Zapłaciłam kierowcy i skierowałam się w stronę furtki. Serce biło mi jak szalone. Stanęłam przed białymi drzwiami i wzięłam kilka głębszych oddechów.
Raz kozie śmierć.
Przymknęłam oczy i trzęsącą się ręką nacisnęłam klamkę. Weszłam do środka, a drzwi zamknęły się za mną z charakterystycznym skrzypieniem. Zdjęłam moje ulubione trampki i na bosaka przeszłam do salonu. Było tu przestronne pomieszczenia o ścianach w brązowe i beżowe paski, śnieżnobiałym suficie i podłodze z jasnego drewna. Naprzeciwko wejścia znajdowały się otwarte przeszklone drzwi na taras. Po lewej w narożniku znajdował się kominek, a po przeciwnej stronie stał wysoki regał z wypełnionymi ramkami ze zdjęciami pólkami. Obok – duża, brązowa, skórzana kanapa i dwa fotele o tym samym, czekoladowym obiciu.  Przed nimi niewielki stolik do kawy z ciemnego drewna. Na ścianie naprzeciwko wisiał telewizor,  pod nim stała wieża stereo, a po obu jej stronach – głośniki.
- Mary… jesteś… - ciemnowłosa kobieta, którą kiedyś nazywałam „mamą” , siedząca na wspomnianej wyżej kanapie obok blondwłosego mężczyzny, spoglądała na mnie niepewnie.
Boi się? Mnie?!
- Muszę Wam coś powiedzieć – pewnym siebie głosem odpowiedziałam na jej wahanie i lęk przed nieznanym. Stanęłam przed nimi i założyłam ręce na piersi. Czułam, jak odwaga mnie opuszcza, a jej miejsce zastępuje strach.
No, dalej. Przecież kiedyś muszę im to powiedzieć.
- Postanowiłam…  - że się wyprowadzam. W myślach to nic trudnego, czyż nie? Dobra, jeszcze raz.
Nerwowo przygryzłam wargę i spuściłam wzrok.
- Przeprowadzam się do Krakowa. – powiedziałam to. Bardzo cicho, wręcz niedosłyszalnie, ale jednak. Palce zacisnęłam na ramionach, żeby nie było widać, jak bardzo trzęsą mi się ręce. Rzuciłam moim byłym rodzicom spojrzenie spod rzęs. Oni… śmiali się?
- Żartujesz, prawda? – w ich oczach dostrzegłam rozbawienie. Jednak już po sekundzie, gdy wyraz mojej twarzy się nie zmienił, ono zniknęło.
- Ale dlaczego?
Serio? Po raz kolejny muszę to wszystko tłumaczyć?
Westchnęłam. Usiadłam na fotelu naprzeciwko dwojga wpatrujących się we mnie dorosłych. Wzięłam głęboki wdech i przyglądałam się swoim lekko drżącym palcom.
- Marcin wyjechał, chociaż wcale nie musiał, bo mnie zdradził. W tym roku kończę gimnazjum, a w Krakowie jest najlepsza aktorska szkoła średnia.  A teraz dowiedziałam się - posłałam im wymowne spojrzenie –  że mam innych rodziców. Więc zasadniczo nic mnie tutaj nie trzyma. Ostatniego dnia roku szkolnego wsiadam w pociąg i wyjeżdżam.
- Ale jak to? Przecież  my… Ola...
- WY – przerwałam „mamie” – nie jesteście moją rodziną. 
- Ale…  - spoglądali to na siebie nawzajem, to na mnie.
- Jadę i koniec. Chciałam tylko, żebyście wiedzieli.
Wstałam z fotela i skierowałam się do wyjścia z salonu. W progu odwróciłam się jeszcze i spojrzałam na nich po raz ostatni.
- Zamieszkam w hotelu. Kiedy skończę 16 lat nie będę już pod waszą opieką. Jestem dorosła. Potrafię być odpowiedzialna.
Poszłam do hallu, założyłam buty i wyszłam z domu. Ruszyłam chodnikiem.
Na niebie zbierały się gęste chmury, wiał silny, ciepły wiatr. Na ulicy ruch był niewielki. Tu i tam jechało/ szło/ biegło kilka osób,  samochody można by policzyć na palcach jednej ręki.  Ptaki zamilkły, z daleka dobiegało odbijane echem szczekanie psów. Wybijałam stopami spokojny, cichy rytm. Po krótkim marszu doszłam do przystanku autobusowego. Niedługo później nadjechał autobus. Wsiadłam do niego, a w uszy włożyłam słuchawki od mojego iPoda. Usiadłam w fotelu i wyglądałam przez zabrudzone zaschniętym błotem okna. Stąd świat wyglądał tak szaro i ponuro. Tak smutno.
Nie zauważyłam nawet, kiedy ktoś usiadł na miejscu obok.  Dopiero po chwili zdałam sobie z tego sprawę, ale nic sobie z tego nie robiłam.
Skupiona na widoku za szybą i muzyce brzmiącej w uszach straciłam poczucie czasu. Kiedy wróciłam do rzeczywistości, TA osoba nadal siedziała koło mnie. Była to wyższa ode mnie, przygarbiona postać, w ciemnoszarej bluzie z kapturem na głowie i czarnych dresowych spodniach. Nic więcej nie mogę o tym kimś powiedzieć, jednak odniosłam wrażenie, że skądś znam tego „dresa”. Ale skąd?
Dojechałam do końca pętli. Wysiadłam z autobusu i rozglądałam się za jakimś rozkładem jazdy. Po chwili znalazłam go; udało mi się zorientować, jak dojechać do hotelu. Wróciłam na przystanek i czekałam za tramwajem, gdy po raz kolejny w tym tygodniu poczułam mrowienie na karku. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła.  Po drugiej stronie ulicy dostrzegłam TĄ osobę. Stała, lekko schowana za słupem elektrycznym, i przyglądała mi się! Ze strachem czekałam na tramwaj. Te kilka minut okropnie dłużyły się, jak podczas najnudniejszej lekcji. Wsiadłam do mojego wybawiciela. Przed odjazdem rzuciłam ostatnie spojrzenie na przystanek. Ale TEJ osoby już nie było…

*    *    *
Witam moje Słoneczka. ♥
Dzisiaj sama robię sobie imieninowy prezent, bo jakoś nikt - nie wliczając mojej rodziny - nie pamiętał o moim święcie. No, ale cóż. Nie pierwszy, nie ostatni raz. ; )
Wiecie co? Przeczytałam dzisiaj te wszystkie siedem rozdziałów i stwierdziłam, że historia jest tak banalna, nudna, dziecinna i żałosna, że nie wierzę, że ja ją wymyśliłam. Doszłam do wniosku, że jeśli już po siedmiu częściach opowiadania fabuła wydaje mi się tak słaba jak ta, to z moimi opowiadaniami będzie kiepsko. Mój problem chyba polega na tym, że najpierw skaczę, a dopiero potem myślę. Z tym blogiem to naprawdę był jakiś odpał, chociaż cieszę się, że mimo wszystko ciągnę to opowiadanie. Wreszcie mam pomysł na tę historię... To znaczy na następny rozdział. ; ) Polecam film "Buntownik z wyboru", zastępstwo z polonistką i pisanie rozdziału. Połączenie idealne. Mi wyszło na dobre... Chyba. ; )
Tak w ogóle to ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł na nowego bloga. Jeśli kiedykolwiek go zacznę, to najwcześniej w maju, albo w wakacje, o ile coś takiego powstanie. Ale nie będę zdradzać. Przynajmniej jeszcze nie teraz. ; )
W zakładce SPAM możecie reklamować swoje blogi. Od razu uprzedzam, że jako pierwsze odwiedzę te, które będą jakoś streszczone/opisane, w następnej kolejności linki do nich. Może to trochę nie fair, ale nie mam 24 godzin na dobę na czytanie blogów. Musicie mnie jakoś do tego zachęcić. ; )
Pozdrawiam Was serdecznie, Stokrotki, i zachęcam do wyrażania szczerej opinii. ; ) xx
(>*-*)> (kocham tego potworka *.* ♥)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz