Znasz to uczucie, prawda? Odnosisz wrażenie, że nic nie ma sensu. Czujesz się zapomniana, odrzucona. Nic nie chce Ci się robić, bo po co? Po co wstawać rano? Po co się uczyć? Każdy dzień wygląda tak samo. Budzisz się - idziesz do szkoły - wracasz do domu - kładziesz się spać. Zjadasz posiłki. Czasami wychodzisz z domu, ale kiedyś będziesz musiała do niego wrócić. I koło się zamyka. Czekasz na koniec roku i wakacje, ale i one kiedyś się skończą. Znowu rano będziesz zwlekać z wstaniem z łóżka, będziesz wyczekiwać wakacji, ferii, świąt, weekendów. Cały czas ta sama chora monotonia. Szkoła - ferie - szkoła - wakacje - szkoła - ferie - szkoła - wakacje. Zataczasz nowe kręgi, które w rzeczywistości cały czas wyglądają tak samo. Pytasz samą siebie - do czego to wszystko zmierza? Prędzej czy później i tak umrzemy, więc po co to wszystko? Po co się urodziliśmy, skoro i tak umrzemy? Jaki to wszystko ma sens?
No, właśnie. To nie ma sensu.
To się chyba nazywa depresja.
Po raz kolejny rozmyślam, siedząc w oknie. To chyba stanie się moim nowym hobby.
Mieszkam w hotelu od wczoraj. Postanowiłam dzisiaj odpuścić sobie szkołę, jak zapewne większość uczniów. Ciekawe, dlaczego (czujecie ten sarkazm).
Dzisiaj dzień powrotu... ach, mojej rodziny. Muszę wszystko wyjaśnić moim rodzicom. Nie zapowiada się kolorowo.
Nie mam pojęcia, jak zareagują na moją przeprowadzkę. Może uznają, że jestem już na tyle dorosła, że mogę sama podejmować decyzje? A może będzie odwrotnie? Może będą mi kazali "przestać się wygłupiać i natychmiast wracać do domu"? Strasznie boję się ich reakcji. Od tego zależy wszystko.
Próbowałam ułożyć jakieś zgrabne przemówienie, ale w głowie mam pustkę. "Czyli stawiamy na spontan." Cóż, jakoś to będzie. Trzeba być dobrej myśli.
Ich samolot przylatuje o 21:20 - niby nie tak późno, ale pewnie będą zbyt zmęczeni, żeby ze mną porozmawiać. Mimo to i tak będę musiała być w domu. Całą noc będę się gryźć z myślą, jak przebiegnie nasza rozmowa. Chciałam mieć to jak najszybciej z głowy, ale cóż, to nie tylko ode mnie zależy.
Z każdą chwilą coraz bardziej się denerwuję. Wszystko leci mi z rąk. Nie mogę usiedzieć w miejscu. Tyle myśli, tyle obaw. "Jak to wszystko się skończy?"
"Potrzebuję powietrza. Teraz."
Czym prędzej założyłam buty i wyszłam z pokoju. Przekręciłam kluczyk w zamku ciemnobrązowych drzwi z numerem 418 i skierowałam się w stronę windy. Chwilę czekałam, zanim cicha melodyjka obwieści jej przyjazd. Wsiadłam to tego jakże nielubianego przeze mnie pomieszczenia i wcisnęłam przycisk oznaczony literką "P". Byłam właśnie pomiędzy piętrem trzecim i drugim, kiedy nagle wszystkie światła zamigotały i zgasły. Winda stanęła.
"No nie wierzę." Czy to jakiś pech mnie dzisiaj prześladuje, czy co? "Cholera, no. Czemu znowu?"
Ja to mam szczęście. Już 6 raz w ciągu mojego jakże ciekawego życia utykam w windzie. Czwarty raz jestem sama. Czwarty raz w windzie nie ma telefonu.
"Czyli mam dwie godzinki dla siebie." Zrezygnowana usiadłam na podłodze i oparłam się o ścianę. W pudełku (że windzie) panowały egipskie ciemności (swoją drogą ciekawe, skąd się to powiedzenie wzięło <myśli>). Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do braku światła rozejrzałam się dookoła. Dokładnie oglądałam wszystkie szczegóły. Nagle mój wzrok natrafił na coś dziwnego. "Jakaś torba czy co?" Przesunęłam się bliżej do niezidentyfikowanego obiektu.
...
O mój Boże! Tu jest człowiek!
Przerażona odskoczyłam w przeciwny kąt windy. Próbowałam uspokoić galopujące serce i przyspieszony oddech. "Spokojnie, Mary, ogarnij się. Przecież nic się nie stało."
Po jakimś czasie, gdy mogłam już spokojnie oddychać, odważyłam się postąpić krok w stronę "torby". I jeszcze jeden. I jeszcze.
Zważywszy na to, jak małym pomieszczeniem jest winda znajdowałam się teraz w niewielkiej odległości od leżącego osobnika. Wyglądał na jakieś 20, może 22 lata. Krótkie, ciemne (w takim mroku wszytko było ciemne) włosy były w artystycznym nieładzie. Koloru oczu podać nie mogę, były zasłonięte powiekami. Brodę i policzki pokrywał kilkudniowy zarost. Mężczyzna miał na sobie zwykły T-shirt i ciemne, zwężane spodnie. Przez ramię miał przewieszoną jakąś torbę. Wyglądał jakby spał.
Nigdy wcześniej nie widziałam tego faceta. Musiał wsiąść piętro wyżej, ale jakim cudem nie zauważyłam go, gdy wsiadałam do windy - na to pytanie nie potrafiłam odpowiedzieć.
Powoli uklękłam obok leżącego. "Budzić go czy nie?" zawahałam się, przygryzając wargę. "Raczej mnie nie zje. Nie wygląda na kanibala."
Niepewnie potrząsnęłam nim za ramię.
Nic.
Spróbowałam ponownie.
Ten tylko prychnął przez sen i odwrócił się na bok, plecami do mnie.
"O nieee, tak się bawić nie będziemy."
Potrząsnęłam nim jeszcze raz. Mocno i długo.
Odsunęłam się.
Mężczyzna zamrugał kilkakrotnie i po chwili otworzył oczy. Chwilę zajął mu powrót do rzeczywistości. Gdy wreszcie się obudził, podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się. Na mój widok podskoczył.
- Tak strasznie wyglądam? - zapytałam, rozbawiona. Moja reakcja na jego widok była podobna, tylko że jakieś tysiąc razy mocniejsza.
- Nie, tylko... - nie potrafił znaleźć słów - A gdzie my w ogóle jesteśmy? - szybko zmienił temat.
- W windzie.
Szatyn podniósł brwi i wpatrywał się we mnie zdziwiony. "Oczy piwne..."
- W windzie? - upewnił się, a ja kiwnęłam głową - A... czemu?
Chyba był nieco zdezorientowany (z naciskiem na "nieco").
- Awaria - powiedziałam tylko.
Pan X powoli łapał, o co chodzi. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
- Jestem Paweł - odezwał się nagle i wyciągnął do mnie rękę.
- Mary - uścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się.
"Te dwie godziny nie będą jednak takie nudne."
*
- A pamiętasz minę tego dozorcy, jak nas tam zobaczył? - śmiał się szatyn.
- "Dzieci, co Wy tutaj robicie? Nie można przesiadywać w windzie" - zmieniłam głos, zrobiłam groźną minę i pogroziłam mu palcem. Po chwili oboje zanosiliśmy się niepohamowanym śmiechem. Nie, takich momentów się nie zapomina.
Znajdowaliśmy się w kawiarni nieopodal naszego hotelu. Malutki budyneczek o ciemnobrązowych ścianach, dużych oknach, z szyldem "ChocoCafe" nad drzwiami. Wewnątrz zaledwie trzy czteroosobowe stoliki, poustawiane przy zasłoniętych firankami oknach, i dwa trzyosobowe, stojące na środku. Poza tym niewielki barek i zaplecze. Na ścianach mnóstwo czarnych, beżowych, brązowych i białych ramek ze zdjęciami przedstawiającymi głównie czekoladę. Ciepłe, żółte światło i delikatna muzyka, sącząca się z ukrytych głośników.
"Przytulnie."
Sięgnęłam po kubek i napawałam się aromatycznym zapachem gorącej czekolady. Zawsze kojarzyła mi się z domem. Ciepłym, życzliwym, przytulnym. Prawdziwym.
Przeniosłam wzrok na siedzącego naprzeciwko Pawła i uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Te trzy spędzone z nim w windzie godziny były mi potrzebne. Przynajmniej mogłam oderwać myśli od czekającej mnie niezbyt przyjemnej rozmowy.
20-latek uważnie lustrował mnie spojrzeniem, jakby chciał odgadnąć o czym myślę. Wyprzedzając pytanie - nie, nie opowiedziałam mu o Marcinie. Chyba nie ufałam mu jeszcze na tyle, żeby zwierzać mu się ze
wszystkiego. To za szybko.
Z odrętwienia wyrwało mnie brzęczenie mojego telefonu. Zerknęłam na ekran - mama.
- Przepraszam Cię na chwilę.
Wstałam od stołu i wyszłam z budynku. Stanęłam przy oknie, po którego drugiej stronie na krześle siedział Paweł.
- Tak? - odebrałam.
- Mary, jesteś w domu? - a przywitanie to gdzie?
- Nie. A czemu?
- A gdzie jesteś? - zignorowała moje pytanie.
- W kawiarni. Coś się stało?
- Nie... Tak... Nie ważne - i weź tu nie zwariuj - Słuchaj, nasz lot został odwołany. Polecimy następnym samolotem, na lotnisku będziemy o 7.45 następnego dnia.
- Co? A dlaczego?
- Nie ważne, dowiesz się później. - "lubię to" dla rozmowy z mamą - Muszę kończyć. Do jutra.
- Al..
- BIP, BIP, BIP.. - rozłączyła się.
- Ugh. - warknęłam pod nosem, ze złością chowając telefon do kieszeni.
- Coś się stało? - zza moich pleców dobiegł mnie głos Pawła. Odwróciłam się do niego.
- Tak właściwie to nic, po prostu uwielbiam rozmowy z moją mamą.
Paweł uśmiechnął się znacząco, ale nic już nie powiedział. Podał mi moją torbę, którą trzymał w ręce. Bez słowa ruszyliśmy ramię w ramię w drogę powrotną do hotelu.
Szliśmy tak, wdychając świeże, ciepłe powietrze i wsłuchując się w przepiękny śpiew ptaków. Nagle poczułam dziwne mrowienie w okolicy karku. Odwróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie zauważyłam. "Znowu to dziwne uczucie."
- Wszystko OK?
Paweł patrzył na mnie trochę zdezorientowany, trochę zatroskany.
- Tak myślę. Czuję się, jakby ktoś mnie śledził.
Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie zauważyłam.
- Może tylko mi się zdawało - uśmiechnęłam się, nie chciałam go martwić. Pociągnęłam go za rękaw, bo stał w miejscu. - Chodź i nie przejmuj się.
Posłał mi lekko wymuszony uśmiech, ale ruszył się. Szliśmy niespiesznie, zapewne wyglądając dość zabawnie: ja, o wzroście metra siedemdziesiąt, i on, prawie dwumetrowy dryblas.
Uśmiechnęłam się w myślach. "Moja prywatna eskorta."
Przy nim mi nic nie grozi.
Dobrze jest mieć przyjaciół.
Hey, hi, hallo. ;))
Uhuhu, dawno mnie tu nie było. Miałam napisać wczoraj, nie udało się, napisałam dzisiaj. Może być? ;))
Jak podoba się szóstka? Kim jest Paweł? Czy Mary faktycznie ktoś śledził? Dlaczego jej rodzice później wracają? Co wyniknie z rozmowy z nimi? Odpowiedzi - już niedługo.
Pozdrawiam Was serdecznie. xx ♥
green daisy
Boże nawet nie wiem co napisać.. jestem pod tak ogromnym wrażeniem. te wszystkie wstępy, przemyślenia, przerywniki, wszystko to jest takie ... realne, oczywiste, a jednak dopiero po przeczytaniu kolejnych części Twojego opowiadania zdaję sobie sprawę z tych wszystkich, na pozór prostych spraw, prawd.. piszesz oszałamiająco, naprawdę.. chyba się zakochałam w Twojej twórczości <3 masz naprawdę ogromny talent, rozwijaj go. pozdrawiam cieplutko i życzę dużo weny (:
OdpowiedzUsuńTo samo mogłabym napisać o Twoich opowiadaniach, które po prostu powalają na kolana. ;))
UsuńDziękuję Ci za tak miłe słowa, to jak nowy słoik Nutelli(ostatnio mam obsesję), kiedy poprzedni się kończy. \♥ Przesadzasz, oczywiście, ale ostatnio dostałam od losu takiego kopa w cztery litery, że coś mi się należy. Serio dziękuję, to fantastyczne uczucie, kiedy widzisz, że komuś podoba się to, co piszesz.
Pozdrawiam i również weny. ♥
Na Piekarni pojawiła się 20 :).
OdpowiedzUsuńA ja chyba tu zostanę, przy lekturze Twojego opowiadania... :).
http://boy-from-bakery.blogspot.com/
Pozdrawiam.! :)
Hahah, nareszcie. ;))
UsuńZostań, ile tylko zechcesz, nie będę Cię wyganiać. Tylko teraz idę pisać CV, podanie i list motywacyjny, więc cicho-sza. :*
Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam. xx